Część druga Niezwykłych przypadków Stasia - mojego 2,5 rocznego synka. Zapraszamy do krainy miłości, marzeń i beztroski - wszystko w wydaniu dziecięcym, z dużą ilością zdjęć : .
niedziela, 13 lutego 2011
Słoneczne refleksje mamy

Przyznam szczerze, że nie wiem z czego wynika to niepisanie. Czas gna coraz szybciej. Po zdanych egzaminach miało być więcej czasu. Okazuje się, że jest go mniej z dnia na dzień. Praca, różne zobowiązania, odpowiedzialność, szybko dorastające dziecko, chęć korzystania z każdej chwili jak najlepiej...

05 lutego Staś skończył 4 lata. Jest już taki duży... Z ubrań wyrasta, buty też ciągle trzeba zmieniać, chociaż po nim tego za bardzo nie widać. Jest chudzinką jak ja w jego wieku.

Po 10 stycznia zdecydowałam się na antybiotyk. Staś miał nieustający kaszel i właściwie żadnych dodatkowych objawów. Nos przypchany, na poziomie zatok, więc nawet z wysmarkanie nie wchodziło w grę. To zresztą zostało do dzisiaj. Płukanie wodą z nadzieją, że coś tam rozmoknie jest jedynie chwilowym rozwiązaniem. Ale później były 3 dni gorączki i ból uszka. Lekarz stwierdził lekki stan zapalny i zalecił antybiotyk, chyba trochę na zagłuszenie sumienia. Założyliśmy jednak, że może to pomoże na wszystko. I faktycznie - przez 2 tygodnie było super. Teraz objawy wracają. Mam jednak świadomość, że te odkaszlnięcia są i na tle nerwowym (tak tik wypracowało sobie moje dziecko) i z powodów alergicznych. Czekają nas testy.

I nie znikający problem paluszka. Staś ssa kciuka. Jak pomyślę, że to już 4 lata... Nic nie działa. Ale dzisiaj postanowiłam podjąć terapię wstrząsową. Znalazłam filmik pokazujący ludzkie pasożyty. Może to go przekona, bo wyschnięty, poraniony paluszek i krzywe zęby, już skazane na aparat, działąją jedynie chwilowo.

A dzisiaj - piękna, słoneczna niedziela opruszona śniegiem. Staś przed telewizorem ogląda ukochane bajki, ja obok korzystam z chwili na odłożone na bok refleksje. Zaraz śniadanko, kościół i plan na dziś - Centrum Nauki Kopernik. A co! Trzeba ten cudny dzień cudnie spożytkować:)

I dla naszych - cierpliwych:) - przyjaciół życzymy równie wspaniałej niedzieli!!! :)

 

 

sobota, 25 grudnia 2010
Przedświątecznie

Mamusiu, życzę Ci byś była zdrowa i żebyś nie umarła.

____________________________________________________

Podczas przedświątecznych zakupów spotykamy świętego Mikołaja. Po krótkiej rozmowie ruszam ze Stasiem w pogoni za składnikami na pierniki. Staś myśli, myśli i w końcu pyta:

- Mamusiu a co tu robi święty Mikołaj?

- Pewnie robi zakupy Stasiu. Może zabrakło mu słodyczy na prezenty dla dzieci i musiał coś jeszcze dokupić.

- To dlaczego on stał w kolejce po mięso?

To trudne pytanie.... - Chyba zgłodniał Stasiu...

____________________________________________________

Opowiadam Stasiowi jak po odprowadzeniu go do przedszkola porwał mnie święty Mikołaj i poprosił o pomoc w pakowaniu prezentów dla dzieci. Powód? Elfy się rozchorowały. Powód musiał przecież być.

Kilka dni później mieliśmy lukrować pierniki w bardzo nieuporządkowanej kuchni. Staś szybko jednak zasnął a ja miałam wystarczająco dużo sił by tę kuchnię jednak trochę ogarnąć i rozpocząć lukrowanie. Rano, by Stasiowi nie było przykro, że za jego plecami zrobiłam brudną robotę, posiłkuję się kłąmstewkiem:

- Stasiu! Choć coś zobaczysz! - pokazuję mu kuchnię i ciastka i tłumaczę, że chyba w nocy przyleciały Elfy i nam pomogły. Staś się zachwyca, choć po chwili wyraża swoje wątpliwości:

- Mamusiu, coś mi się tu nie zgadza...

- Co Ci się Stasiu nie zgadza?

- Przecież Elfy są chore...

 

I dla wszystkich blogowych Przyjaciół - Wesołych Świąt!!!

czwartek, 11 listopada 2010
Układamy puzzle :)

Zdjęcie jest z wakacji i prawdę powiedziawszy od tamtej pory zrobiliśmy sobie małą przerwę w układaniu. Nie zmienia to faktu, że od blisko roku puzzle królują. Zaczęło się od 20 elementów, zaś skończyło na 60. W naszych zasobach jest już kilka pudełek poskromionych przez Stasia.

A poniżej jego zmagania z dotychczas najtrudniejszym obrazem.

 

Nowa kompozycja zdjęciowa jest z kolei przykładem poskramiania przez mamę programów graficznych. Idzie to mozolnie, ale obiecujemy poprawę:)

niedziela, 07 listopada 2010
Mimo wszystko...

 

sobota, 06 listopada 2010
W krainie duszków

środa, 03 listopada 2010
Piosenka o życiu

Ściągnięte, przyznaję. Ale znane mi od dawna. W innym wykonaniu, lecz nie o to przecież chodzi. Myślę, że mimo całej naszej wiary i niewiary na dnia każdego serca drzemie taka tęsknota, taka potrzeba bycia dzieckiem, potrzeba zaufania i oddania się komuś bez reszty. Może infantylność i naiwność nie przemówi do każdego, ale na pewno wielu poruszy...

poniedziałek, 01 listopada 2010
"Głupotki"

Bebe Lilly - zasłuchiwaliśmy się tym  już trzy lata temu :)

Nastroje się nie zmieniają - uf! :)

Mamusiu, kup mi siostrzyczkę...

Brzuchy wokół nas rosną coraz szybciej. W maminej pracy jest ich przynajmniej sześć... Na zaprzyjaźnionych blogach też rosną... Tylko u nas bez perspektywy. No ale cóż - w kontekście debaty nad in vitro - dziecko to nie zachcianka. I tego jestem gotowa się trzymać. Tylko jak wytłumaczyć to dziecku, które czeka na rodzeństwo?...

Kilka tygodni temu Staś poprosił: Mamusiu, kup mi siostrzyczkę... Wytłumaczyłam mu więc, że siostrzyczek się nie kupuje. Po długiej rozmowie chyba zrozumiał, że to nie taka prosta sprawa z tą siostrzyczką. Ale ponieważ nadal nalegał odpowiedziałam: Stasiu, mamusia musi najpierw mieć męża. On będzie umiał zrobić mamusi specjalną operację i wtedy będzie siostrzyczka. Staś po chwili zadumy stwierdził: Mamusiu, to poszukamy Ci męża…

Gdy takie słowa padają z ust 3,5 letniego dziecka serce staje w gardle…. Zwłaszcza, że mama sama nie miałaby nic przeciwko siostrzyczce dla Stasia. Po chwili Staś zapytał znowu: Mamusiu, a czy ten twój mąż będzie moim przyjacielem?Tak Stasiu. Musi koniecznie być Twoim przyjacielem, inaczej mamusia nie będzie go chciała. Znowu chwila milczenia… Mamusiu, a jak ten Twój mąż nie będzie umiał mi zrobić siostrzyczki to go wygonimy?

Potrzeba rodzeństwa u Stasia jest jak instynkt macierzyński. W miarę różnych jego zachowań i upominania się o siostrzyczkę, która – jak ustaliliśmy – będzie miała na imię Marysia, w mamie szaleją hormony… Urojona ciąża to jest to! Najlepsza metoda na ładny biustJ Emocje jednak opadają i rozum bierze nad nimi górę. Urojenia rozproszyłam, bo wodziły mnie za nos. Przyniosłam już nawet do domu śliczne kapciuszki dla siostrzyczki Stasia, które leżą w jego szufladzie ze skarpetkami. Tylko że Staś znów zapytał – mamusiu, a gdzie siostrzyczka?

Zaglądam po Stasia do przedszkola a on zamiast szaleć z chłopakami z ciężarówą po podłodze czyta koleżance książeczki, tłumacząc cierpliwie każdy obrazek… Innym razem trzyma na rękach lalkę bobasa, tak jak trzyma się malutkie dziecko, i tłumaczy Pani, że to jego siostrzyczka Marysia, którą on się opiekuje…

I nawet w takich chwilach jestem przeciwna invitro… To nie polityczny blog, wiem, a ja może za bardzo skażona jestem kierunkiem wykształcenia, ale dziecko to – tak czysto po ludzku – nie jest zaspokajacz ludzkich pragnień. Gdybym zechciała to  wcześniej zrozumieć, może nie wychowywałabym dziś dziecka sama… Nie da się kupić życia, stworzyć, zamówić. Nie każdemu jest pisane – to niesprawiedliwe, zgadzam się, ale nie wszyscy są powołani do bycia rodzicami. Zresztą te dzieci w domach dziecka też czekają na miłość…

Byłam nie dawno w domu dziecka… w większości sama patologia… Malutkie dzieci z upośledzeniem uczuć… Ale była wśród nich dziewczynka – niecałe 2 latka. Tylko stała w łóżeczku i patrzyła prosto w oczy, z takim przeraźliwym spokojem i tęsknotą…

Przypomniał mi się widok sprzed 20 lat. Szpital w Lublinie. Leżałam tam przez 3 tygodnie na nerki. Miałam kilka lat. Na ogromnej sali przynajmniej 10 łóżek, w tym kilka dla małych dzieci. W jednym z nich za szczebelkami stała dwuletnia dziewczynka z domu dziecka, Basia. Czarne kręcone włosy, ogromne ciemne oczy… Przez kilka dni płakała, ale nikt się nią nie interesowała. Później już tylko tak stała za tymi kratami, na nie swoim metrze kwadratowym, patrząc z tęsknotą przed siebie…

 

 

poniedziałek, 25 października 2010
Z opowieści Babci Hani

Podczas czerwcowych odwiedzin  babcia Hania zabrała Stasia na spacer. Po drodze spotkała koleżankę, z którą zamieniła kilka słów, po czym pożegnały się i każda poszła w swoją stronę.

Staś się nie pożegnał z koleżanką babci.

Babcia: Stasiu to bardzo nieładnie, że nie pożegnałeś się z panią. Uważam, że zachowałeś się niekulturalnie.

Staś po chwili namysłu odpowiada: Babciu, ale ja nie mogłem powiedzieć jej "do widzenia".

Babcia: Ale dlaczego Stasiu?

Staś: Bo miałem w buzi pełno śliny, i gdybym powiedział jej "do widzenia" to bym ją opluł, i byłoby jeszcze gorzej...

 


czwartek, 14 października 2010
Staś w kosmosie:)

Staś ogląda bajkę: "Smerfy w kosmosie".

- Mamusiu zobacz jaki statek kosmiczny!

- Ty też chciałbyś polecieć w kosmos?

- Tak...

- A co bys tam robił?

- Jak to co? Księżycował...

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
ubranka dzieciece